Zamknij

Gorący temat

Czy znak "made in Poland" na produktach sprzedawanych za granicą to szansa czy zagrożenie? Czy planując zagraniczną kampanię PR warto odwoływać się do polskich korzeni?

Witold Sokołowski

Produkty są często postrzegane przez pryzmat stereotypów krajów, z których pochodzą. Utarło się przekonanie, ze to co niemieckie musi być solidne i trwałe, a np. to co japońskie - nowoczesne. Polska wypada na tym tle blado. Autorytety marketingu zastanawiają się dopiero, jak wypromować wizerunek Polski na arenie międzynarodowej. Zyskać ma obraz kraju jako miejsca wypoczynku i inwestycji oraz sami Polacy. Niestety na efekty tych działań, jeśli chcą zachować konkurencyjność, nie mogą czekać polskie firmy. Tymczasem, w tym tygodniu usłyszeliśmy o tym, że firma Dr I. Eris rozpoczęła kampanię reklamową w Anglii przy wsparciu agencji PR Kilpatrick. Postanowiliśmy zapytać, co o metce z napisem "made in Poland" sądzą praktycy PR i marketingu.

Katarzyna Swatowska (dyrektor marketingu i PR Call Center Poland) - Myślę, że cudzoziemcy wciąż postrzegają jakość naszych produktów czy usług przez pryzmat historii i traktują nas ciągle bardzo stereotypowo, raczej w kontekście naszych cech narodowych niż empirycznych doświadczeń związanych ze znajomością danej usługi czy towaru. Jako przykład podam naszą obecność na targach branżowych za granicą. Niestety, zdarzali się ludzie z EUROPY, którzy mylili Pragę z Warszawą. Pytali się, czy u nas są jakieś międzynarodowe sieci hoteli... Inni nie mogli uwierzyć, że w Warszawie jest cc, które obsługuje po niemiecku lub angielsku.

Call Center Poland od ponad dwóch lat istnieje na rynku światowym, oferując usługi wielojęzycznego call center krajom Europy Zachodniej i USA. Pracując nad strategią komunikacji i wizerunkiem naszej firmy za granicą doszliśmy do wniosku, że najpierw powinniśmy przyciągnąc inwestorow do Polski, a potem dopiero do naszych usług. Dlatego promując call center, bazujemy na cechach szczególnych i korzyściach z wyboru Polski, a potem dopiero na korzyściach ze współpracy z CCP. Nasze materiały promocyjne eksponują zalety Polaki jako miejsca do ulokowania - w tym przypadku - obsługi własnych klientów i potencjalnego rynku zbytu dla swoich produktów czy usług.

Myślę jednak, że sama promocja wizerunkowa nie wystarczy. Inaczej musimy się reklamować docierając do inwestorów a inaczej do turystów. Dlatego w każdym wypadku konieczna jest obecność Polski chociażby na odpowiednich targach. Przykładem niech będzie CzechInvest, który aktywnie promuje zalety usług outsourcingu call center w Czechach na największych światowych targach. Podobnie robią organizacje rządowe RPA, Barbadosu, Tunezji czy Filipin. Rządy tych krajow inwestują w prywatne call center, bo dzięki temu przypływa więcej kapitału do kraju, a firmy te szkolą i zatrudniają ludzi. ... niestety, w przypadku CCP promujemy się sami.

Norbert Ofmański (prezes agencji On Board PR) - Faktycznie, w komunikacji polskich marek brakuje nam symboli, do których łatwo możemy się odwoływać. Przychodzi nam to trudniej niż np. Niemcom, Anglikom czy Francuzom. Znacznie chętniej krytykujemy niż chwalimy, być może wynika to z naszego braku zaufania do własnych wartości.

Jakiś czas temu mieliśmy okazję pracować dla polskiej firmy z branży spożywczej przy produkcie, który był wprowadzany na rynek niemiecki - niezwykle konkurencyjny w tym segmencie. Poprosiliśmy naszych kolegów z Niemiec o ocenę wartości produktu oraz wskazanie kierunków komunikacji. Okazało się, że produkty spożywcze z Polski cieszą się ogromnym zaufaniem, są wręcz poszukiwane przez konsumentów na rynku niemieckim. Uważane za smaczne, zdrowe, konkurencyjne cenowo, a przy tym zawierające mało konserwantów. Naszą rekomendacją było oczywiście wykorzystanie etykiety "made in Poland" w promocji firmy i jej produktów. Jednak, jest to jeden z nielicznych, tak oczywistych przypadków, gdzie możemy swobodnie skorzystać z marki produktu polskiego, tam gdzie mówimy o myśli technologicznej jest to znacznie trudniejsze.

Nina Kowalewska-MotlikNina Kowalewska-Motlik (prezes agencji New Communications, organizatorka konkursu Superbrands Polska) - Mamy świadomość tego, że przymiotnik „polski” jest rzadko powodem do dumy za granicą. Polska ma fatalny PR i można uogólnić, że nikomu z niczym fajnym się nie kojarzymy. To jest największy problem, można bowiem rozbudowywać i kształtować wizerunek, jeśli on jest. Polacy kojarzą się z szeregiem cech, różnych w zależności od kraju, jednak Polska nie. Polska nie ma żadnego narodowego produktu (jak Holandia kwiaty; Szwajcaria czekoladę i sery; Francja wino i perfumy; Włochy pyszne jedzenie; Hiszpania – wszystko pod słońcem). Dyskusja na temat wizerunku Polski toczy się od dawna i z różnym skutkiem. Ponieważ my sami nie mamy żadnych skojarzeń na temat tego, co jest najlepsze w Polsce, trudno jest zbudować kampanię promującą Polskę za granicą.

Polska prezentuje się głównie poprzez przyrodę (mniej atrakcyjną niż południe Europy) i przeszłość (Chopin, Curie Skłodowska, Kopernik). Nie mamy niczego na własność. Nie potrafimy wykorzystać tego, co mamy. Lądując w Kopenhadze wita nas napis „Kopenhaga – świtowa stolica bursztynu”. A u nas nikt na to nie wpadł. Wódka – to Rosja. Kryształ – to Czechy. Takie skojarzenia buduje się latami. Trzeba dać Panu Bogu szansę i kupić los. Ja od kilku lat mam w szufladzie projekt marketingu narodowego, który chcę albo zrealizować ku chwale Ojczyzny albo oddać w dobre ręce. Projekt nazywa się „Polska – kraj wspaniałych jabłek” ang „Poland – Land of great apples”. Polska jest drugim na świecie (po Chinach) producentem koncentratu jabłkowego. Jesteśmy światową potęgą sadowniczą. Ogłośmy to światu. Jabłko kojarzy się dobrze (poza Królewną Śnieżką). Od Raju po Nowy Jork. Jabłka są zdrowe, ładne i sexy. Można na nich budować skojarzenie. Pierwsze z wielu. A pod logiem jabłka możemy eksportować wszystkie owoce i warzywa, ale również całą żywność.

Na pytanie czy znak Made in Poland na produktach eksportowych to szansa czy zagrożenie można odpowiedzieć, że to całkowicie zależy od rodzaju produktów. Na szynce, bekonie, jajkach, jabłkach – jak najbardziej pomoże. Na komputerach i modzie – na pewno nie pomoże. Ale nie jest to fenomen Polski, stąd coraz częściej czyta się Made in EU (z pewnością chodzi w takim przypadku o Węgry albo Łotwę). Poza żywnością (masło irlandzkie, ser szwajcarski, produkty sprzedaje marka a nie kraj produkcji. Nikt nie wie, że ich buty Nike wyprodukowano w Indonezji, a ich bluzkę Tommy Hilfiger w Chinach. To nieistotne i jako takie zaszywane jest głęnoko w szwach. Produkt niesie jego marka a nie kraj produkcji. A jak buduje się silne marki, to temat na inną rozmowę. 

Dotychczasowe komentarze
0 komentarzy
Dodaj komentarz jako pierwszy.
Twój komentarzAby skomentować ten artykuł musisz być członkiem społeczności Epr.pl.
Zarejestruj się tutaj.
Jeśli masz już konto, zaloguj się, a następnie wróć do tego artykułu.



Witold Sokołowski

Z wykształcenia anglista, z zamiłowania internauta. Z e-marketingiem i e-pr'em związany niemal od początku "wielkiego" Internetu w latach 90-tych. W 1998 roku na Uniwersytecie Warszawskim obronił ...

Kampania wspierająca Orange Kino Letnie

Kampania wspierająca Orange Kino Letnie

Kolejna edycja projektu Orange Kino Letnie rusza 1 lipca br. W ramach akcji, turyści w Sopocie ...

Nowa odsłona kampanii „Prowadzę – jestem trzeźwy”

Nowa odsłona kampanii „Prowadzę – jestem trzeźwy”

Organizatorzy kampanii „Prowadzę – jestem trzeźwy” zaprezentowali nowy plakat i hasło „Trzeźwość bez granic”, które w ...

CSR wpływa na sprzedaż

CSR wpływa na sprzedaż

Firmy komercyjne są dość powszechnie podejrzewane o kierowanie się w działaniach społecznych celami marketingowymi lub wizerunkowymi. ...