Zamknij
Felietony

Funpage czy blog, czyli na dwoje babka wróżyła

Adam Kuśmierczyk

Sfera social media na dobre już stała się wyśmienitym narzędziem walki o konsumenta w rękach mniej lub bardziej przyuczonych w kunszcie władania owym mieczem specjalistów. Dziś każda szanująca się agencja, czy freelancer ma w swojej ofercie pakiet usług od stworzenia bloga/funpagu, przez komunikację i zarządzanie, na kompleksowej obsłudze kończąc. Niedawno jednak spędziłem prawie dwa dni na w większości bezowocnych poszukiwaniach firmy, która byłaby w stanie zbudować od nową odświeżoną stronę bloga, dla projektu przy którym aktualnie pracuję. Ku mojemu zaskoczeniu przekład ilości ofert do jakości proponowanych produktów sprawił, że popadłem w osłupienie. Co ciekawe, nie był to pozytywny wstrząs.

W public relations jest już niestety tak, że twoja własna strona powinna już na wstępie świadczyć o jakości proponowanych przez nas usług. Idąc tym tropem, postanowiłem poszukać blogów co bardziej interesujących mnie agencji interaktywnych. Nie mówię tu oczywiście o podmiotach z pierwszych stron gazet, a firmach średniej wielkości starających przebić się na rynek. Prosta metoda na znalezienie dobrego specjalisty, którą od jakiegoś czasu wyznaję, to przede wszystkim przegląd jego portfolio lub, jak w przypadku web deweloperów, osobistej strony WWW. Tak przynajmniej do tej pory mi się wydawało. Ku mojemu zaskoczeniu, rzeczywistość, którą zobaczyłem nie napawa optymizmem.

Wszyscy mają, nie ma nikt

Jak już wspomniałem wcześniej – każda chcąca zasłużyć na szacunek agencja interaktywna czy firma zajmująca się PR w zakresie swoich usług bez zastanowienia wpisuje projektowanie i obsługę blogów oraz funpage. Tego rodzaju informacja powinna zgoła przekonywać nas o tym, iż los naszej witryny powierzamy w ręce profesjonalistów, którzy za określoną odpłatnością pomogą nam budować sukces całego przedsięwzięcia. Na ile ta informacja zgodna jest z prawdą? Łatwo można się przekonać - często po prostu przechodząc kilka zakładek dalej, do dumnie brzmiącej podstrony kierującej nas na łamy firmowego bloga. I tu zdziwienie, bo przecież często nie tak wyobrażamy sobie bloga agencji interaktywnej chełpiącej się swoimi dokonaniami w sieci. Oczywiście nie można potępiać każdej tego rodzaju działalności. Mamy przecież sporo przykładów na to, jak z sukcesem prowadzić firmowy dziennik. Większość jednak bez żadnej refleksji dodaje do swoich usług kolejną umiejętność, nawet przez chwilę nie zastanawiając się jak wygląda to w zestawieniu ze stroną bloga firmowego, na którym próżno szukać lawiny interakcji w postaci komentarzy.

Co dla kogo?

Ostatnie wydarzenia z rynku potwierdzają tezę o trendzie budowy społeczności obrazkowej, wypierając w ten sposób nudny i mało ciekawy graficznie content. Na dowód tego twierdzenia wystarczy przez chwilę zastanowić się nad przyczynami głośnego ostatnio zakupu Instagramu przez Facebooka. Oczywiście, poddając się tendencji pozostaje nam skupić swoje działania na udoskonaleniu kreacji funpage. Niestety wciąż jeszcze istnieją branże, które poprzez nawet najlepiej wykonane ilustracje, nie są w stanie osiągnąć tego, co dobrym i przemyślanym wpisem na blogu. Dla przykładu podać można choćby branżę wydawniczą, która przecież od dawna inwestuje w cieszących się sieciowym posłuchem blogerów, by promować swoje nowe propozycje wśród jak najdokładniej targetowanego grona odbiorców. Podobnie sytuacja ma się również w kwestiach marketingu politycznego. Ostatnie wybory parlamentarne pokazały doskonale, jak łatwo się przeliczyć, zakładając wprost proporcjonalny przekład osób znajdujących się w gronie znajomych na tych, które dodatkowo nazwać możemy mianem wyborców. Nie zdziwię chyba nikogo wyznaniem, że wielu moich znajomych polityków (głównie lokalnych) wierząc w sukces agitacji poprzez facebooka, z dumą patrzyła na wzrost liczby swoich znajomych, którzy w dniu wyborów zdecydowali się jednak zostać tylko „znajomymi” z facebooka.

Blog to wbrew pozorom dalej aktualne narzędzie kształtowania wizerunku. Narzędzie, które nie kończy się z momentem stworzenia projektu strony. Z uwagi na dużą pracę, jaką włożyć musimy w pozyskanie czytelników gotowych do wzajemnych interakcji, jest jednak często spychany na drugi plan przez bardziej atrakcyjne dla oka i cieszące się większą popularnością funpage. Przed wyborem kanału kontaktu z naszymi odbiorcami musimy się zastanowić nad tym, na ile potrzebna jest nam lojalność uczestników naszej sfery social media. W tym momencie górę biorą oczywiście jednorazowe projekty wizerunkowe, których okres życia nie wymusza na odbiorcy większego zaangażowania, poza jednorazowym zakupem lub skorzystaniem z aplikacji.

Zwolennikom starej szkoły social media, których z całą pewnością przyszło mi dzisiaj reprezentować, pozostaje więc wytężona praca i walka o każdego kolejnego lojalnego czytelnika w nadziei, że treść obroni się sama, w końcu.

Zdjęcie: Valentin Mosichev / photoxpress.com.

Strona 1 z 1 1

Oceń artykuł:

Dotychczasowe komentarze
0
komentarzy
Dodaj komentarz jako pierwszy.
Twój komentarzAby skomentować ten artykuł musisz być członkiem społeczności Epr.pl. Zarejestruj się lub zaloguj się tutaj, a następnie wróć do tego artykułu.


Adam Kuśmierczyk

Specjalista ds. marketingu, marketing usług profesjonalnych. Obecnie pracuje dla jednej z większych kancelarii prawnych w Polsce.

Wellman i Bujakiewicz jak Kalisz z Palikotem

Wellman i Bujakiewicz jak Kalisz z Palikotem

Właściciel marki Škoda Auto, Volkswagen Group Polska, prowadzi na swojej stronie internetowej kampanię „ŠKODA – Talk ...

Gest, który uczyni cię wiarygodnym

Położenie ręki na sercu może zwiększyć wiarygodność gestykulującego, a nawet wpłynąć na jego późniejsze zachowanie. Naukowcy ...

Festiwal YouTube w Polsce już 18 czerwca

Zbliża się 3. edycja Orange Video Fest by LifeTube – największe spotkanie youtuberów, gamerów i ich fanów ...