Zamknij
Felietony

„Nie polecam” w PR – hit czy kit?

Iwona Dziedzic-Gawryś

„Nie polecam” w PR – hit czy kit?

W public relations (PR) ważna jest skuteczna komunikacja, która opiera się na prawdziwych informacjach. Szczególnie w tej dziedzinie istotna jest baza informacji przydatnych, ot choćby aktualna baza mediów, sprawdzona drukarnia czy polecony grafik. Ale czy potrzebna nam informacja: kogo nie mieć w bazie mediów (np. niefajnego dziennikarza), która drukarnia nie wyrabia się na czas czy z jakiej agencji nie brać grafika – freenelcera?

Do tej pory PRowcy albo radzili sobie sami, korzystali z pomocy znajomych z branży albo korzystali z list dyskusyjnych, poprzez które mogli zapytać prawie o wszystko i tak samo się dowiedzieć. Na tych ostatnich znajdziemy kontakt do osób zajmujących się PR-em w firmach, agencjach i instytucjach, ale także dowiemy się o menagera gwiazdy. Nie brakuje również newsów i tematów do dyskusji. Zainteresowani znajdą odpowiedzi na pytania: kogo polecacie z… szukam specjalisty od… czy potrzebuję kontaktu do… Krótko mówiąc: cenne informacje for free.

Niedawno ta sielanka została przerwana bowiem pojawił się post, pt. „nie polecam”. Sprawa dotyczy pewnego grafika (podpisany z imienia i nazwiska), pracującego w jednej z agencji (nazwa miejsca pracy owego Pana również padła), który się nie sprawdził i dlatego się go nie poleca innym listowiczom… Zastanawiam się, czy „nie polecam”, zwłaszcza wśród PRowców będzie miała ciąg dalszy, zarówno od strony samego „niepolecanego” grafika (może będzie się chciał wypowiedzieć i bronić dobrego imienia, w końcu listę czytają jego potencjalni zleceniodawcy) jak i listowiczów – wszak ta branża ma to do siebie, że warto wszystko, o wszystkim i wszystkich wiedzieć. I rzeczywiście, pojawiły się jakieś komentarze, niektórzy ponarzekali, były gratulacje. Mam jednak nieodparte wrażenie, że to potwierdza regułę, iż Polacy lubią narzekać i znacznie łatwiej przychodzi nam pisać o kimś, że jest „be” aniżeli „ że ma talent” czy „jest profesjonalistą…”.

Każdy kij ma dwa końce i zawsze jest tak, że komuś coś się podoba, a to samo ktoś uzna za kit. Do tej pory jednak wierzyłam, że listy branżowe, a już szczególnie te, na których udzielają się osoby odpowiedzialne za kreowanie wizerunku firm, osób czy instytucji, to nie miejsce na „niepolecanie”. Czy jest sens żeby budować listę tych, z których nie skorzystamy, może lepiej skupić się na tych polecanych. Jestem przekonana, że wystarczy, że polecamy kogoś na liście i ta osoba, czy firma jest sprawdzona a nie będziemy jej zaśmiecać tymi, z których usług nikt nie skorzysta. Czy to nie w naszym rekach leży pozytywny wizerunek? A więc budujmy go innym i samym sobie.

I na koniec - obserwuję wątek „nie polecam” - na razie spokój, zdecydowanie więcej polecamy!

Zdjęcie: Vladislav Gajic / photoxpress.com.

Strona 1 z 1 1

Oceń artykuł:

Dotychczasowe komentarze