Zamknij
Wywiady

Sławomir Magdziarz. Hobby, które pociągnęło tysiące ludzi

Adriana Krawiec, 2012-04-12 04:22:40

To była innowacja, nie tylko na rynku freelancerów, to było nowe podejście w dziedzinie myślenia o wykorzystaniu sieci do zarabiania bez wychodzenia z domu. W 2004 roku powstał pierwszy polski serwis zajmujący się pośrednictwem zleceń – zlecenia.przez.net. Jego twórcami byli studenci pierwszego roku informatyki. Na pomysł wpadli na wuefie. Za zleceniami poszli kolejni – z potężnymi budżetami i sztabem specjalistów. Mimo to, zlecenia.przez.net wciąż są w ścisłej czołówce. Jak oni to robią?

Dziś formy elastycznego zatrudnienia i dzielenia się pracą to mocny trend na rynku i mówię tu także o polskim podwórku. Kiedy startowaliście rynek freelancerów był w powijakach. Jak testowaliście teren i skąd w ogóle pomysł na tego typu e-usługi?

Sławomir Magdziarz – współzałożyciel i Prezes Zarządu serwisu zlecenia.przez.net: Kiedy startowaliśmy, w Polsce faktycznie dopiero kiełkowały e-usługi, ale czuliśmy, że to jest to. Obserwowaliśmy, co dzieje się za granicą - inspiracji dostarczył nam szczególnie rynek amerykański, kolebka e-targowisk. Na pomysł wpadliśmy na pierwszym roku studiów, na wuefie. Ja wówczas pisałem programy na palmptopy. Karol (Karol Krużelecki - drugi z założycieli serwisu; przypis red.) był zafascynowany książką „ Bogaty ojciec, biedny ojciec”, pod której wpływem uznał, że możemy napisać raz program komputerowy, który się sprzeda wiele razy.

I chcesz powiedzieć, że tak od razu się sprzedał?

Na początku w ogóle nie zarabialiśmy, po prostu - zrobiliśmy stronkę i wrzuciliśmy ją do sieci. Sami działaliśmy na zasadzie freelancerki, chcieliśmy ułatwiać pracę zdalną przez Internet w Polsce. To było na zasadzie hobby. Dopiero z czasem przyszła myśl, że może można byłoby na tym zarobić.

Większość projektów biznesowych zawiera bardzo szczegółową estymację wydatków i kalkulację zysków…

Zupełnie nie wiedzieliśmy, jak się robi pieniądze. Nie myśleliśmy w takich kategoriach. Kiedy pojawiły się pierwsze opłaty, trzeba było to sformalizować. Na początku Karol prowadził działalność, później ja przejąłem pałeczkę, aż w końcu w zeszłym roku założyliśmy spółkę z o.o

Kiedy nastąpił ten przełom, kiedy zaczęliście naprawdę zarabiać?

Pierwsze opłaty w serwisie pojawiły się już w 2006 roku. Niewiele z tego zarabialiśmy. Tak naprawdę dopiero po skończeniu studiów coś drgnęło. Włączyło się takie myślenie. Wtedy zaczęliśmy pracować pełną parą. Wprowadziliśmy konta pre-paid, ostatnio abonamenty. Staraliśmy się tak oszacować wysokość cen, aby faktycznie zdobywający zlecenia w serwisie wykonawcy byli w stanie je płacić, i żeby koszt takiego abonamentu raczej się im zwracał. Zakładamy, że 15% prowizji od pozyskanego zlecenia to akceptowalna wysokość, więc jeżeli użytkownik zarabia dzięki nawiązanym na naszej stronie kontaktom, załóżmy - 400zł miesięcznie - to już mu się opłaca wykupić abonament.

Do nowatorskiej usługi pasuje nowoczesne podejście do reklamy. Jak i gdzie się promowaliście i skąd mieliście na to środki, skoro nie zarabialiście?

Jeśli nie liczyć Adwordsów, to żadna forma reklamy portalu nie istniała. Po prostu poczta pantoflowa.

Marka, którą stworzyliście to „top of mind”, jeśli idzie o tego typu serwisy w Polsce. Chcesz powiedzieć, że ta świadomość marki wzięła się bez żadnego zaplecza promocyjnego?

Czas pokazał, że mieliśmy dobry pomysł. Rosła i wciąż rośnie świadomość internetowa społeczeństwa (w szczególności przedsiębiorców), ludzie przekonują się do przenoszenia coraz większej części swojej aktywności do internetu (bankowość elektroniczna, aukcje internetowe, serwisy społecznościowe, itp.), także aktywności związanej z prowadzeniem firmy, czy poszukiwaniem podwykonawców. Oczywiście sam pomysł to nie wszystko, realizacja – czyli system internetowy – to druga połowa sukcesu, a determinacja w realizacji celu – ich dopełnieniem. A nam nic lepiej – niż programowanie – nie wychodziło. A wracając do tematu promocji i reklamy – nie było nas stać na ekspertów, nie mieliśmy środków, więc nie promowaliśmy specjalnie naszego serwisu. Jeżeli otrzymywaliśmy pytania od dziennikarzy, zawsze traktowaliśmy to priorytetowo i starannie przygotowywaliśmy odpowiedzi, ale to wszystko.

Jakiś czas temu próbowaliśmy prowadzić kampanię AdWords, jednak bez wielkich sukcesów. Wiemy, że w naszym przypadku Internet to podstawa, dlatego prowadzimy profil serwisu na Facebooku, skierowany głównie do użytkowników już u nas zarejestrowanych. Fanpage liczy1500 fanów, nigdy nie były prowadzone żadne “sztuczne” akcje, mające na celu pozyskanie większej ilości fanów. Niedawno założyliśmy też profil na Twitter’ze. Konkurencja nie śpi i stoją za nią najwięksi gracze, dlatego zdajemy sobie sprawę, że czas zainwestować w profesjonalistów. Niedawno rozpoczęliśmy współpracę z agencją reklamową. Nie jest też tajemnicą, wybraliśmy Agencję Q. Nadajemy na tych samych falach – oni także tworzą wokół swojego brandu społeczność freelancerów.

Czyli teraz gaz do dechy? Czy dopiero teraz stwierdziliście, że w Waszym biznesie jest potencjał?

Oczy otworzyły nam dopiero propozycje zakupu naszego serwisu. Coraz to większe firmy zaczęły pukać do nas po ruch ze strony. Największym problem z takimi transakcjami jest szacowanie wartości biznesu. Nie da się tak po prostu tego wyliczyć. Zazwyczaj jest to tak – ty mówisz 10 złotych, ja mówię, że to jest za tanio. Nie chcieliśmy tego łatwo oddać i uświadomiliśmy sobie, że możemy sami to poprowadzić. Stąd nasza współpraca z profesjonalistami w dziedzinie reklamy.

Wypracowywaliście “własnymi siłami” mechanizmy działania tego typu serwisów w Polsce, dziś chyba mocno czujecie oddech konkurencji?

Byliśmy pierwsi na rynku, ale nie kalkulowaliśmy, nie mieliśmy środków na sztab profesjonalistów, który podpowiedziałby nam, jak serwis monetyzować, a kiedy powstał rynek – przybywali kolejni – z potężnymi budżetami i sztabem specjalistów. Mimo to wciąż jesteśmy w ścisłej czołówce. Wiele portali dla freelancerów ogranicza się do powielania tego, co my zaproponowaliśmy.

Praca XXI wieku to niewątpliwie branże związane z Internetem. Wszystkie biznesy i branże przenoszą się do Internetu lub potrzebują usług informatycznych - co, z pewnością jest dobrą estymacją dla Waszej działalności. Do sieci wchodzą też nowe grupy zawodów – na przykład – budowlańcy. Z drugiej strony - portali podobnych do Waszego jest coraz więcej. Czy to nie napawa Was lękiem, a może miejsca jest dla każdego?

Mamy swoją niszę – IT i chcemy się na niej skupić. Rośnie popularność urządzeń mobilnych i alternatywnych, poza komputerem, z dostępem do Internetu, więc zapotrzebowanie na usługi IT z pewnością będzie rosło. Czy budowlanka będzie wchodzić? Na pewno, ale będzie wchodzić wolniej. Poza tym, budowlanki nie możesz wykonać on-line, w przeciwieństwie do usług IT. I w tym jest potencjał. Czy będą powstawały inne portale? Na pewno będą. Czy się tego obawiamy? Coraz mniej. Często, gdy pojawiał się nowy portal, my trzymaliśmy się mocniej. Konkurencja tylko dobrze wpływa na rozwój rynku. Jest to dla nas wyzwanie, ale teraz wrzucamy piąty bieg.

Co chcielibyście osiągnąć w tej branży?

Chcemy być miejscem w sieci, gdzie freelancer pracuje, gdzie zawiera znajomości, ma możliwość pracy i utrzymywania się. Chcemy przede wszystkim być numerem 1, jeżeli chodzi o zlecenia IT w Polsce, a po zbudowaniu stabilnej i niezagrożonej pozycji na rynku w Polsce, rozważamy ekspansję zagraniczną - połączenie drogich rynków zachodnich (zleceniodawcy) ze stosunkowo tanimi rynkami wschodnimi (wykonawcy). Na zachodzie zrobienie strony kosztuje tyle samo co w Polsce…, tyle, że w euro. Prosta kalkulacja.

Dwójka młodych ludzi, bez zasobów finansowych, bez niemal żadnych inwestycji w promocję, konkuruje dziś z największymi i jest w czołówce – jest to niewiarygodne, jednak jak dacie radę serwisom zagranicznym? Sam powiedziałeś, że na zachodzie zrobienie strony kosztuje więcej niż w Polsce. Po co więc mają polscy specjaliści pracować dla polskich firm, skoro mogą zarabiać znacznie więcej robiąc to dla zagranicznych firm?

Jasne, że Polacy biorą udział w takich przetargach, ale my jesteśmy gdzieś pośrodku. Bo oto z jednej strony mamy bardzo drogi rynek zachodni i bardzo tani rynek ze wschodu. I chyba polscy freelancerzy nie są w stanie konkurować np. z Pakistańczykami czy Hindusami. To nie jest aż tak konkurencyjny rynek dla polskich freelancerów, do tego dochodzi kwestia komunikacji, kultury.

Na jakie jeszcze przeszkody natrafiacie na co dzień, prowadząc biznes?

Ponieważ byliśmy pionierem na tym rynku w Polsce, my też musimy się cały czas zmagać z opinią serwisu, w którym zlecenia za “cukierka” wykonują gimnazjaliści, często bez potrzebnych kwalifikacji. Mimo rezygnacji już jakiś czas temu z sortowania ofert w aukcjach po cenie wykonania (aby nie promować rywalizacji ceną) i mimo domyślnego ukrycia dla osób trzecich treści i wartości składanych w aukcjach ofert - nadal mamy “metkę”, że u nas znajdzie się ktoś kto wykona pracę prawie za darmo. Wiemy jednak, że choćbyśmy nie wiem co zrobili, zawsze znajdą się niezadowoleni.

Niemal wszystkie firmy są w stanie określić, czym się zajmują, jednak odpowiedź dlaczego zajmują się właśnie tym stwarza wielu z nich problemy. Czy Ty też miewasz z tym kłopot?

Robimy to, bo to nasze hobby. Serwis wyrósł z naszej młodzieńczej pasji. Mało kto myśli o pracy podczas nauki. Jeszcze mniej o własnym biznesie. Ale kiedy biznes wychodzi z pasji – nie jest to praca i nawet konkurencja, za którą stoją największe koncerny nie jest przeszkodą do osiągnięcia celów. My, jak nigdy wcześniej wiemy, gdzie zmierzamy i tak samo jak wcześniej wierzymy w to, co i dlaczego to robimy.

Sławomir Magdziarz – jeden z założycieli i Prezes Zarządu serwisu zlecenia.przez.net.

Strona 1 z 1 1

Oceń artykuł:

Dotychczasowe komentarze
0
komentarzy
Dodaj komentarz jako pierwszy.
Twój komentarzAby skomentować ten artykuł musisz być członkiem społeczności Epr.pl. Zarejestruj się lub zaloguj się tutaj, a następnie wróć do tego artykułu.


Adriana Krawiec

Adriana Krawiec - dziennikarka, copywritera, PR-owiec. Obecnie Senior PR Manager w Ad Agency Q. Wcześniej pracowała w AdHorizon, gdzie zajmowała się m.in. działaniami e-PR. Przez ...

Ostatnie artykuły tego autoraAbecedariusz dobrego briefaAbecedariusz dobrego briefa

Nie trzeba jednak przekonywać, że ani pomysł na kampanię, ani genialna strategia nie jest łaską twórczą, ...

„Wejdź do gry” z Heinekenem i Jose Mourinho

Codzienne losowania, innowacyjne nagrody i inspirujący Jose Mourinho - 14 lutego, wraz ze startem fazy pucharowej ...

Wellman i Bujakiewicz jak Kalisz z Palikotem

Wellman i Bujakiewicz jak Kalisz z Palikotem

Właściciel marki Škoda Auto, Volkswagen Group Polska, prowadzi na swojej stronie internetowej kampanię „ŠKODA – Talk ...

Gest, który uczyni cię wiarygodnym

Położenie ręki na sercu może zwiększyć wiarygodność gestykulującego, a nawet wpłynąć na jego późniejsze zachowanie. Naukowcy ...