Zamknij
Gorący temat

Z ortografią za pan brat, czyli o „bulu i nadzieji” pana prezydenta

Anita Widman-Drzewiecka

O licznych wpadkach pana prezydenta wiedzą już nawet dzieci – na niektórych z nich może to dość mocno się odbić – zapewne większość polonistów tydzień rozpoczęła powtórką z ortografii. Wróćmy jednak do pana prezydenta, bo najpewniej to on ma z nią problemy.

Tym razem zresztą pan prezydent nie zamierzał chować głowy w piasek, w końcu błąd jest błędem, i przeprosił w głównym wydaniu Wiadomości.

Właściwie na tym można by poprzestać. W końcu każdy ma prawo się mylić. Być może wpadka ortograficzna pozostanie już wkrótce tylko wspomnieniem, być może odzwierciedli się w sondażach. Niestety, pan prezydent wdał się w oczywiście niepotrzebny spór z prezesem Kaczyńskim na temat „obiatu”. I dopiero wtedy zrobiło się naprawdę niesmacznie.

I tu właśnie zadać należy pytanie, co dalej z wizerunkiem pana prezydenta, ale i innych polityków, którzy ferują nam ciągłe pyskówki, miast merytorycznej dyskusji.

 Iwona  KubiczIwona Kubicz (Associate, Head of Strategy&Development Department On Board PR Ecco Network): Wizerunek klasy politycznej w Polsce nie jest najlepszy. Pamiętajmy, że w tej grupie ujawniają się szczególnie wyraziście wszelkie przywary naszego społeczeństwa. Ostatnia potyczka słowna Pana Prezydenta odnośnie „bulu” i „obiatu” w pełni wpisuje się w krajobraz polskiej debaty.

Polscy politycy często zapominają, że ich działania i postępowanie nieustannie obserwowane są przez media. Mimo gimnazjalnej wpadki cała sprawa z pisownią bólu przez „u” otwarte nie musi być dla Pana Prezydenta aż tak bolesna, jak może się wydawać. Ostatnimi czasy wizerunek Bronisława Komorowskiego nie oscyluje raczej w kategoriach poważnego męża stanu, ale raczej „kumpla” swawolnego i  popełniającego ciągłe gafy. Przekonaliśmy się o tym w trakcie pobytu głowy państwa w Waszyngtonie, gdzie prezydent Komorowski rubasznie dowcipkował na temat zaufania i wierności  I co nie zostało w pełni odczytane i zrozumiane przez Obamę.

Prezydent Komorowski powinien zdecydowanie popracować nad wzmocnieniem swojego wizerunku jako głowy państwa.  Najważniejsze jest, aby prezydent w oficjalnych sytuacjach występował jako mąż stanu, którego wypowiedzi i zachowanie są w pełni przemyślane i adekwatne do sytuacji. W przypadku gafy lub wpadki uczmy się natomiast od zagranicznych polityków i głow państwa - można je zawsze przekuć w żart. Wyżej opisany przykład można bowiem jedynie skitować  starym  powiedzeniem „przygadał kocioł garnkowi a sam smoli”.

Bartłomiej JuszczykBartłomiej Juszczyk (CEO, Agencja Marketingu Zintegrowanego Grupa Adweb): Politycy w Polsce mają tak słaby wizerunek społeczny, że kolejne wpadki, kłótnie czy jawne kłamstwa niewiele zmienią. Brakuje osób tak naprawdę konsekwentnie budujących swój wizerunek – najczęściej są to działania doraźne, na potrzeby chwili i aktualnej sytuacji politycznej. Tak jest zarówno w kontekście premiera Tuska, pana Palikota czy Napieralskiego, ale i (hurtowo) polityków PiS.

W moim odczuciu poziom znieczulicy społecznej dotarł do takiego momentu, w którym nawet udowadniane kłamstwa, czy manipulacje są akceptowane – przechodzi się nad nimi do porządku dziennego. Nie sposób nie zauważyć tego choćby w działaniach opozycji, gdzie brakuje merytoryki. Natomiast większość "zarzutów" wobec partii rządzącej to „zaklinanie faktów”, tak by dało się je zinterpretować w odpowiedni sposób - wszak „ciemny lud to kupi”. To mnie najbardziej uderza i boli jednocześnie, bo jeśli założymy, że dobry PR winien przynosić określone korzyści (komunikacyjne, wizerunkowe), to działania jawnie stojące w sprzeczności z nim powinny powodować ostracyzm społeczeństwa – a tak niestety nie jest.

Jeśli idzie o prezydenta, zauważę tylko, że wszystkim jego poprzednikom zdarzały się wpadki, tak na początku, jak i w trakcie trwania kadencji. Nie jest zatem żadnym wyjątkiem. Tyle tylko, że niegdyś silna i mająca zaufanie obywateli opozycja mogła je wykorzystywać do deprecjonowania głowy państwa. Dziś opozycja, stosująca taktykę notorycznych pyskówek, w istotnie nie ma takiej siły rażenia – dlatego niewiele wpłynie to na wizerunek prezydenta.

Justyna GajJustyna Gaj (agencja JUSTA PR): Z pewnością wpadka ortograficzna prezydenta przypomniała o ważnym problemie, jakim jest odchodzenie od ręcznego pisania. Klawiatura komputerowa zabiła już stenografię, a teraz wypiera również pisanie odręczne. Pisząc na komputerze edytor tekstu poprawia błędy i wyłącza myślenie. Kiedy w 2006 roku w USA do egzaminów wstępnych na studia wprowadzono wypracowanie pisemne, tylko 15 procent z prawie 1,5 miliona zdających napisało je pismem pochyłym. A reszta? Literami drukowanymi.

To tylko początek fali uczniów, którzy już w nauczaniu początkowym nie mają zbyt wielu zajęć z pisania odręcznego. Najczęściej nie jest to więcej niż 10 minut dziennie. W efekcie coraz więcej młodych ludzi ma z nim problemy, podobnie jak z czytaniem takiego zapisu.

Zanik umiejętności odręcznego pisania może być również stratą poznawczą. Proces neurologiczny, w którym za pośrednictwem palców przekształcamy nasze myśli w pisane symbole, jest bardzo złożony. Kilka badań akademickich wykazało, że posiadanie dobrych umiejętności pisania w młodym wieku pomaga dzieciom lepiej wyrażać swoje myśli – to korzyść na całe życie. Dzieciom, które nie uczą się poprawnej techniki pisania, sprawia ono trudność, więc go potem unikają.

Szkoły, w których uczy się pisania odręcznego, zaprzestają tego po trzeciej klasie, zaraz po tym, jak dzieci ledwie opanują tę umiejętność. Potem coraz częściej używa się komputerów i w czwartej lub piątej klasie wiele dzieci dochodzi do wniosku, że nie lubi pisać ręcznie. Zatem, by nie popełniać błędów ortograficznych piszmy piórem.

A może PRowcy Pana Prezydenta podpowiedzą jakiś patronat honorowy nad kampaniami związanymi z ortografią, ręcznym pisaniem albo dyktandem.

Oceń artykuł:

Dotychczasowe komentarze